niedziela, 28 stycznia 2018
#Mistrz
niedziela, 21 stycznia 2018
#noweżycie
środa, 20 grudnia 2017
"Historia wielkich osobowości weryfikuje się przez to, że potrafią one oddziaływać na najdalsze pokolenia i zachowywać aktualność w każdej epoce. Ci bohaterowie inspirują ludzi odległych w czasie, dlatego że umieli wsłuchiwać się w głos tych, którzy żyli razem z nimi i byli ich najbliżej."
Odczytując to wprowadzenie do życiorysu pierwszych braci świętego Franciszka jako słowo, które jest jak miecz obosieczny, otrzymujemy z jednej strony wskazanie tych których możemy naśladować , a z drugiej skierowuje nas ono ku chwili obecnej, tam gdzie żyjemy.
sobota, 5 listopada 2011
FAQ - czyli mini przewodnik o rekolekcjach "Nauczycielu Dobry..."
poniedziałek, 24 października 2011
Nauczycielu Dobry... 2011
Hasłem nad którym będziemy się pochylać jest werset:
"...serce umocnione dojrzałym namysłem, gdy nadejdzie chwila próby, nie stchórzy" Syr 22, 16b
piątek, 2 września 2011
Wszyscy zacznijmy wychowywać
Wszyscy zacznijmy wychowywać
List pasterski z okazji Tygodnia Wychowania w Polsce
12-18 września 2011 r.
Umiłowani w Chrystusie, Siostry i Bracia,
Kochani Rodzice, Nauczyciele polskich szkół i przedszkoli,
Wszyscy, którym droga jest sprawa wychowania dzieci i młodzieży!
Rozpoczął się kolejny rok szkolny i katechetyczny. Niedzielną Mszą św. inaugurujemy ten szczególny czas, tak ważny w życiu nie tylko młodych ludzi, ale także ich rodziców i wychowawców.
W dzisiejszej Ewangelii spotykamy Jezusa – Nauczyciela i Mistrza, który zwraca uwagę swoich słuchaczy, że nikt nie może być obojętny na to, co dzieje się z jego bliźnim. W swojej „mowie na temat braterstwa” Jezus podaje konkretną metodę, jaką należy stosować wobec kogoś, kto w czymś zawinił: najpierw trzeba zacząć od bezpośredniej osobistej rozmowy z nim, a gdy nie przynosi ona rezultatu, należy udać się do tych, którzy mogą pomóc w rozwiązaniu problemu. Być może powierzchowna lektura tego fragmentu Ewangelii sprawia wrażenie bardzo surowej mowy Jezusa, bo przecież zostaje tu szczegółowo opisana procedura swoiście dyscyplinarna, a nawet kończy się ona prawnym wyrokiem. W rzeczywistości jednak cały ten fragment przeniknięty jest pasterską troską o zbawienie najsłabszych oraz skierowaną do wszystkich zachętą, by poczuli się odpowiedzialni za drugiego człowieka.
Szczególnie zapadają jednak w naszej pamięci ostatnie słowa z dzisiejszej Ewangelii: „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie” (Mt 18,19). Widać wyraźnie, że akcent położony jest tu na „zgodę”. Słychać w tych słowach zachętę do „wspólnoty serc”, które łączą się, aby zgodnie o coś prosić. Właśnie owa „wspólnota serc” gwarantuje wysłuchanie modlitwy. Zachęceni tym zapewnieniem pragniemy zaprosić Was, Siostry i Bracia, do modlitwy o ducha wychowania chrześcijańskiego w naszej Ojczyźnie.
Człowiek, aby stać się tym, kim powinien ostatecznie być, koniecznie potrzebuje wychowania oraz kochających i wymagających zarazem wychowawców. Pozostawiony samemu sobie nie jest bowiem w stanie rozwinąć w pełni swego człowieczeństwa. Tę prawdę tak często podkreślał bł. papież Jan Paweł II. Przypomnijmy jego słowa wypowiedziane 2 czerwca 1980 r. w paryskiej siedzibie UNESCO: „W wychowaniu bowiem chodzi właśnie o to, aby człowiek stawał się bardziej człowiekiem…”.
Kościół w Polsce proponuje dzisiaj wszystkim, którym nie pozostaje obojętna sprawa kształtowania serc dzieci i młodzieży, wspólne przeżycie Tygodnia Wychowania. Rozpocznie się on w poniedziałek 12 września, a zakończy w niedzielę 18 września br., kiedy to w kalendarzu liturgicznym obchodzimy święto św. Stanisława Kostki, patrona dzieci i młodzieży. Hasło tegorocznego Tygodnia Wychowania: „Wszyscy zacznijmy wychowywać”, stanowi zaproszenie skierowane do wszystkich ludzi dobrej woli. Bardzo pragniemy, aby ta inicjatywa – kontynuowana w przyszłości – stanowiła impuls do aktywniejszego włączenia się w dzieło wychowania dzieci i młodzieży oraz okazję do głębszego zastanowienia się nad różnymi aspektami tak bardzo złożonej problematyki wychowawczej.
Wszyscy zacznijmy wychowywać!
Dokonujące się na naszych oczach zmiany cywilizacyjne i kulturowe doprowadziły do zachwiania tradycyjnych wzorców wychowawczych. Nasi przodkowie w sposób oczywisty „dziedziczyli” wartości i metody pedagogiczne swych rodziców i dziadków, przekazując je następnym pokoleniom. Prości ojcowie i matki, nie korzystając ze specjalnych poradników pedagogicznych, a kierując się jedynie rodzicielską miłością i mądrością, potrafili pomóc swym dzieciom stać się dojrzałymi i szlachetnymi ludźmi. Świadczą o tym ludzkie historie, a wśród nich piękne życiorysy świętych.
Dziś ten naturalny proces napotyka na wiele przeszkód. Jedną z nich jest rosnące tempo życia. Mamy coraz mniej czasu dla siebie i swoich bliskich. Wielu rodziców pochłoniętych pracą zawodową zmuszonych jest powierzać swoje dzieci przez sporą część dnia opiece innych osób czy instytucji. A przecież nawet najbardziej oddany i troskliwy opiekun nie zastąpi kontaktu dziecka z ojcem i matką. Jeszcze trudniejsza z wychowawczego punktu widzenia jest sytuacja rozłąki rodziców z dziećmi spowodowana np. pracą za granicą. Czas poświęcony przez rodziców swoim dzieciom od pierwszych chwil ich życia jest nie do zastąpienia!
Niepokojącym zjawiskiem jest coraz częstsza bezradność wielu rodziców wobec zadań, jakie stawia przed nimi wychowanie. Sytuacja ta nie dotyczy jedynie rodzin z jakichś powodów dysfunkcyjnych. Pragniemy przypomnieć, że rodzice – pierwsi i najważniejsi wychowawcy i nauczyciele swych dzieci – nie muszą być zdani na własne siły. Z pomocą przychodzą im środowiska odpowiedzialne za dzieło wychowania – szkoła i Kościół. Wielką nadzieję owocnego wychowania daje bowiem możliwość zgodnej współpracy wszystkich tych środowisk. Żyjemy w czasach, gdy polska rodzina, szkoła i Kościół mogą znów mówić jednym głosem. Skorzystajmy z tej szansy!
Kościół ma obowiązek i pragnienie, by służyć dziełu wychowania. Czyni to przez duszpasterstwo i katechezę, a także poprzez katolickie szkoły, przedszkola, parafialne świetlice i inne placówki wychowawcze. Na tym jednak nie wyczerpuje się wychowawcza misja Kościoła. Pragnie on wspierać wszelkie wysiłki podejmowane przez osoby i instytucje, dla których ważne jest dobro dzieci i młodzieży.
Naszą wdzięcznością otaczamy wszystkich nauczycieli i wychowawców polskich szkół, przedszkoli i placówek wychowawczych. Mamy świadomość wielkiej odpowiedzialności związanej z realizacją ich nauczycielskiego powołania, a z drugiej strony współczesnych uwarunkowań, które czynią tę pracę coraz trudniejszą. Być nauczycielem dzisiaj – uczyć i wychowywać – to wielka sztuka prowadzenia dzieci i młodzieży „pod prąd” negatywnych zjawisk i zagrożeń. Życzymy polskim pedagogom, by nie zabrakło im sił i motywacji do wypełnienia tej pięknej misji zadanej im przez Boga.
Celem wychowania – integralny rozwój człowieka
Nie da się skutecznie wychowywać bez świadomości celu, do którego ten proces ma prowadzić. W trosce o pełny rozwój osoby ludzkiej, Kościół zwraca uwagę na niebezpieczeństwo jednostronnego kształcenia pod presją współczesnej cywilizacji zdominowanej przez technikę i prawa rynku.
Dzisiaj bardzo często akcentuje się jedynie konieczność praktycznego przygotowania dziecka do znalezienia się we współczesnym świecie. Wiedza i zdobyte umiejętności praktyczne są z pewnością ważne. Pozwalają one odnaleźć swoje miejsce w świecie i zdobyć odpowiednią pracę. Jest to oczywiste i stanowi priorytet dla wielu rodziców. Trzeba jednak pamiętać, że te wszystkie umiejętności mogą przynieść owoce tylko wtedy, gdy towarzyszyć im będzie dojrzała osobowość i ukształtowany charakter, a przede wszystkim odpowiednio uformowane sumienie.
Wszystkich odpowiedzialnych za proces nauczania i wychowania w naszej Ojczyźnie pragniemy uwrażliwić, by nie tracili z pola widzenia całego wychowanka, zwłaszcza jego sfery duchowej – to jest intelektu i woli. Jeszcze raz przypomnijmy słowa bł. papieża Jana Pawła II: „…wychowanie ulega degradacji, kiedy zmienia się w czyste kształcenie. Proste, wyrywkowe gromadzenie umiejętności, metod i informacji nie może bowiem zadowolić ludzkiego głodu i pragnienia prawdy” (Jan Paweł II, Przemówienie do nauczycieli i wychowawców, Nikaragua, León, 4 marca 1983 r.).
Bóg w sercu dziecka – ostatecznym celem wszelkiej pedagogii
Każda matka i każdy ojciec pragną szczęścia swoich dzieci. Jednak pełne szczęście człowiek może odnaleźć jedynie w Bogu. Jest to szczęście, które – zapoczątkowane w ziemskim życiu człowieka – nie kończy się wraz z jego śmiercią. Rodzice, którzy troszczą się o rozwój życia Bożego w sercu własnego dziecka, przekazują mu fundament, na którym będzie mogło się oprzeć całe jego życie, a którego nie zburzą „deszcze, potoki i wichry” życiowych doświadczeń (por. Mt 7, 26-27).
U progu nowego roku szkolnego przywołajmy postać Matki Najświętszej. Wpatrując się w przykład życia Maryi można zobaczyć wzór pięknej miłości wychowawczej – miłości troskliwej i czułej, a zarazem pełnej i dojrzałej, która nie patrzy jedynie krótkowzrocznie, by być szczęśliwym tu i teraz, ale sięga po horyzont Bożych przeznaczeń. Od Niej uczmy się, jak być najpierw cierpliwymi wychowawcami samych siebie i Jej powierzmy trudne dzieło wychowania.
Przyzywajmy też wstawiennictwa błogosławionego papieża Jana Pawła II, którego życie od samego początku kapłańskiego posługiwania aż do końca papieskiego pontyfikatu było pięknym świadectwem mówiącym, co to znaczy być dla drugiego człowieka prawdziwym przewodnikiem – nauczycielem i wychowawcą – po prostu mistrzem.
Wszystkich otaczamy naszą modlitwą i zapraszamy – zwłaszcza rodziców, nauczycieli, duszpasterzy i katechetów, dyrektorów szkół oraz władze samorządowe – aby włączyli się w inicjatywę Tygodnia Wychowania. Ufamy bowiem, jak uczy Chrystus w dzisiejszej Ewangelii, że wspólna i zgodna modlitwa może przynieść właściwe owoce w pięknym, choć niełatwym dziele wychowania młodego pokolenia w naszej Ojczyźnie.
Z serca wszystkim błogosławimy.
Podpisali: Pasterze Kościoła katolickiego w Polsce zgromadzeni na 355. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski w Licheniu-Włocławku w dniach 24-26 czerwca 2011 r.
List należy odczytać w 23. Niedzielę zwykłą, dnia 4 września 2011 r.
niedziela, 2 stycznia 2011
Trzy drogi powołania
Teresa Zawadzka
W czasach obecnych nastąpiła bardzo głęboka dewaluacja słowa „powołanie”. Jest ono rozumiane wąsko i płytko – jako naturalne upodobanie lub pociąg do pewnego rodzaju życia lub zajęcia. Z czym się to wiąże? Chyba ze specyficznym podejściem do życia, kiedy to zapominamy, że losem każdego człowieka rządzi Opatrzność, a nie traf lub kaprys losu, nie traktujemy go jako zadania do wypełnienia. Koncentrujemy się na tym, co życie nam daje lub może dać, a nie na tym, co my powinniśmy w nie wnosić. Takie podejście jest następstwem bardzo wielu czynników, z których najważniejszym jest kultura masowa, rozbudzająca nasze namiętności, apetyty, skłaniająca do konsumowania wszystkiego, co znajduje się w naszym zasięgu i wmawiająca, że wolność polega na braku jakichkolwiek ograniczeń, a tym samym odcinająca od Boga i Jego wymagań.
W tej sytuacji, jeśli nawet jesteśmy ludźmi wierzącymi, to, jak twierdzi E. Sujak, trudno nam przejść „od wiary do zawierzenia Chrystusowi i Jego nauce i dostrzeżenia, że istnienie Boga i Jego Syna dotyczy mnie osobiście i otwiera przede mną określone – ale i uwarunkowane – perspektywy, że Jego słowa zwrócone są do mnie, a Jego obecność jest dla mnie”. Trafnie to oddaje ks. M. Maliński w swoim krótkim kazaniu: „Chrystus mówi: «Jeśli ziarno nie obumrze», co znaczy: wielkie życie musi wiele kosztować. Im większy chcesz być, tym więcej musisz płacić. Ale ty w głębi serca masz nadzieję, że jakoś, ktoś, coś, gdzieś, że w jakiś sposób, jakimś cudem, na jakiejś zasadzie wyjdziesz na swoje. Masz nadzieję, że przynajmniej w twoim wypadku zaistnieje ten wyjątek i obejdzie się bez tragicznych sytuacji, bolesnych decyzji, okrutnych cięć, bez codziennego trudu i mozołu. Masz nadzieję, że przynajmniej tobie uda się wszystko to wyminąć, wymanewrować, uda się tego uniknąć. Może. Ale zasada obowiązuje”.
A więc o zawierzeniu możemy mówić tylko wtedy, gdy decydujemy się na przyjęcie prawa Chrystusa, Jego nauki i Jego wezwania jako wiążących w całym życiu, we wszystkich aktach wyboru i decyzji, w każdym wyznaczaniu sobie celów i wytyczaniu drogi. Od tego zawierzenia tak naprawdę zaczyna się życie wiary i zaczyna się odpowiedzialność przed Bogiem za własne życie i życie ludzi, z którymi nas Bóg złączył i rozumienie powołania człowieka jako wyłącznej myśli Boga.
„Bóg nas stworzył – pisze Cecylia Plater Zyberkówna – byśmy do Niego należeli, ale również dał nam wolność, a tym samym prawo i obowiązek, a może lepiej powiedzieć - dar, możność z własnej i nie przymuszonej woli oddania siebie temu Bogu, który nas już posiada, ale oddania siebie w takiej mierze i w taki sposób, jak Bóg tego pragnie”. Stąd obowiązek dla człowieka rozpoznanie woli Bożej, odczytania swojego powołania.
Powołań, czyli sposobów służenia Bogu, jest tyle, ile zawodów, ile uzdolnień – mamy służyć Mu przez wszystko, czym jesteśmy, co posiadamy, wszędzie gdzie się znajdujemy. To bogactwo możliwych powołań da się ująć w trzy główne kategorie: powołanie do stanu małżeńskiego, do wyłącznej służby Bożej w kapłaństwie lub w zakonie, do służby Bożej wśród świata, ale z jednoczesnym oddaniem się Bogu, poprzez ślub czystości, ubóstwa i posłuszeństwa.
Najbardziej powszechnym jest powołanie do stanu małżeńskiego. Fundament tego powołania położył Bóg w raju, gdy stworzył pierwszych ludzi. „I stworzył Bóg człowieka na wyobrażenie swoje, stworzył go mężczyzną i kobietę – stworzył ich. I błogosławił im Bóg, i rzekł: Roście i mnóżcie się, i napełniajcie ziemię, a czyńcie ją sobie poddaną i panujcie”. Mając zaś stworzyć niewiastę, rzeki Bóg: „Niedobrze jest być człowiekowi samemu, uczyńmy mu pomoc jemu podobną. A gdy Ewę przywiódł do Adama, ten ujrzawszy ją powiedział: To teraz kość z kości moich, ciało z ciała mego”. Chrystus Pan podnosi małżeństwo do godności sakramentu, a święty Paweł małżeństwo uznaje za figurę relacji Chrystusa z Kościołem.
I znów, w naszych czasach małżeństwo traktuje się w sposób czysto ludzki, jako kombinację różnych interesów materialnych, jako zwieńczenie miłości tylko zmysłowej, czyli po prostu pożądań, a nie jako powołanie, toteż gdy nasycą się zmysły, gdy minie zakochanie, utożsamiane z miłością, gdy odsłonią się wady i słabości każdego z małżonków i przyjdą różne obowiązki i trudności – małżeństwa się rozpadają.
Aby małżeństwo było tym, czym w zamysłach Bożych być powinno, aby przekształciło się w rodzinę, trzeba się do niego przygotować z jednej strony przez modlitwę, by móc przyjąć najpierw partnera, a później potomstwo jako dar Boga, z drugiej – przez świadomy wysiłek zapoznania się z chrześcijańską koncepcją małżeństwa, rodziny i miłości, by potem nie mylić jej z zakochaniem (nie pozwala obiektywnie oceniać kochanego), nie stawiać znaku równości między nią a pożądaniem i dążeniem do zaspokojenia zmysłów. Również po to, by być przygotowanym na właściwe przeżywanie różnych jej faz – od dzieciństwa miłości poprzez jej młodość i wiek dojrzały – aby dostrzec zarówno zagrożenia charakterystyczne dla każdego z tych okresów i ich uniknąć, czy zminimalizować, jak i szanse związane z każdym okresem, i te wykorzystać dla umocnienia wzajemnej więzi.
Bardzo ważne w przygotowaniu do małżeństwa jest nie tylko szukanie partnera i zabieganie o miłość, ale przede wszystkim uczenie się miłości, rozumienia innych, dialogu, przebaczania. Jeśli młoda dziewczyna nie przejawia tych umiejętności na co dzień, w kontakcie z ludźmi, którzy ją otaczają – rodzice, rodzeństwo, koledzy, koleżanki – nie będzie umiała ich przejawiać w kontaktach z mężem. Jeśli chłopak nie przejawia ich w kontaktach ze swoimi bliskimi, nie będzie ich przejawiał we współżyciu z żoną. Zdarza się, że jeśli nawet w „okresie zdobywania”, młodzi ludzie okazują względem siebie „życzliwość”, „ofiarność”, to w momencie osiągnięcia celu, znikną one jak barwy tęczy, jak wyjątkowe przystrojenia samic czy samców w okresie godowym i małżonkowie staną wobec siebie w nagiej prawdzie, okażą się takimi, jakimi są.
Rzadszym od powołania do małżeństwa jest powołanie do służby Bożej w zakonach i różnego rodzaju zgromadzeniach. Jest ono trudniejsze, bo idzie niejako przeciw naturze. Już była mowa o tym, że Bóg stworzył kobietę jako towarzyszkę mężczyzny, bo „źle jest człowiekowi być samemu”. Skłonność do tego wzajemnego stosunku, do podobania się, towarzystwa, bycia razem jest wrodzona tak mężczyznom, jak i kobietom, jak również to, że we wzajemnym zbliżeniu i zjednoczeniu szukają szczęścia. W Starym Testamencie kobiecie była przeznaczona rola tylko żony i matki.
Chrystus otwiera przed ludźmi nowe perspektywy, nową formę powołania, gdy wyjaśnia, że jedni są niezdolni do małżeństwa, bo takimi się urodzili, innych ludzie uczynili niezdolnymi, a jeszcze inni dla królestwa Bożego pozostają bezżenni. To powołanie może ten tylko zrozumieć, komu jest to dane od Boga, tylko ten, kogo Bóg wezwie szczególnym wezwaniem. Przypowieść o młodzieńcu mówi, że aby się zbawić, wystarczy „chować przykazania”. Na tych zaś, którzy je „chowają”, Chrystus może spojrzeć z miłością i wezwać, by poszli za Nim.
Ludzie odpowiadający na tego rodzaju wezwanie mają do spełnienia bardzo ważną rolę – modlą się za tych, którzy nie modlą się wcale i pokutują za tych, którzy o pokucie nie myślą i wypraszają dla wszystkich zmiłowanie Boże. Potwierdzeniem tego jest scena ze Starego Testamentu przedstawiająca walkę Izraelczyków pod wodzą Jozuego z Amalekitami. Mojżesz modlił się na wysokiej górze z wzniesionymi rękami. Gdy jego ręce opadały, Amalekici zwyciężali, gdy dźwigał je – zwyciężali Izraelczycy. Trzeba było podtrzymać ręce Mojżesza, by doszło do ostatecznego zwycięstwa. Zakonnicy i zakonnice są Mojżeszem modlącym się na wysokiej górze i tam, na osobności wypraszają światu łaski, a obok tego podejmują różne zadania społeczne.
Poza tymi dwiema drogami jest trzecia – poświęcenie Bogu w świecie. C. Plater-Zyberkówna pisze, że „tym ona różni się od dwu pierwszych, że Bóg najczęściej daje ją poznać dopiero w późniejszym wieku”, że dojrzewa ona często na gruncie pozornych niepowodzeń. Młodzi ludzie zaangażowani w jakieś zadania, uwikłani w jakąś wyjątkową sytuację w domu rodzinnym i odpowiedzialni za nią, nie natrafiający przy tym (pomimo pragnień) na kogoś, kto by im odpowiadał, odepchnięci przez kogoś, kim byli zainteresowani – zostają sami. Plater pisze, że „wszystko to nie stało się trafem (dla chrześcijan traf nie istnieje), są to okoliczności przez Opatrzność zrządzone w rozumnych a głębokich celach, których przeoczyć nie należy. Bóg tymi właśnie sposobami przemawia do dusz, aby nie wchodziły w związki małżeńskie, lecz się Jemu wyłącznie oddały dla spełnienia wielu dzieł, które w społeczeństwie przez ludzi świeckich kon-sekrowanych, oddanych Bogu, a jednocześnie dyspozycyjnych, znających określony wycinek życia, przygotowanych dobrze do wykonywanego zawodu czy pełnionej funkcji, koniecznie dokonanymi być muszą”. Zadaniem ich jest uświęcać świat od wewnątrz. Nie wychodzą oni bowiem zazwyczaj ze swojego środowiska. Są w rodzinach, w pracy zawodowej, w życiu społecznym, towarzyskim. Przez fakt konsekracji zewnętrznie nic się nie zmienia, ale konsekracja ma zapuścić korzenie w zwykłym ludzkim życiu, by wprowadzić do niego Boga, aby zbawiać świat udzielając mu ognia miłości przyniesionego na ziemię przez Chrystusa i przepajać Jego duchem wszystkie dziedziny życia. Chrystus nie pragnie zabierać ich ze świata, ale strzec od grzechu.
Młodym ludziom często trudno zdecydować się na wybór tej drogi ze względu na otoczenie, na zwyczajowe stereotypy, w myśl których kobieta niezamężna – stara panna, czy mężczyzna nieżonaty – „stary kawaler” są czymś gorszym od tych, którzy wybrali małżeństwo. Te opinie znajdują często uzasadnienie w postawach i zachowaniach ludzi, którzy nie podjęli Bożego wezwania, samotnych z konieczności i nie akceptujących swej samotności, starających się za wszelką cenę wyjść z niej poprzez małżeństwo z byle kim, czepiających się kurczowo innych, próbujących na siłę wchodzić w życie bliskich. Często mają oni pretensje do całego świata, są zgryźliwi, niesympatyczni i bezkrytyczni wobec siebie. Dlatego stają się oni pośmiewiskiem otoczenia, a co najmniej zasługują na współczucie czy politowanie, podobnie jak wszyscy inni, którzy rozminęli się ze swoim powołaniem, jakiekolwiek by ono nie było lub odpowiadając na nie, nie potraktowali go na serio. Oprócz cech wyżej wymienionych, charakterystycznym ich znamieniem są bezustanne aspiracje do innego życia. Robią oni nie to, co robić powinni, podejmują ciągle jakieś nowe zadania i zobowiązania, które tak naprawdę nikomu i niczemu nie służą, a zabierają czas i siły potrzebne do dobrego wypełniania podstawowych obowiązków. Brak im często godności, radości, spokoju wewnętrznego.
Są żony i matki, które nie tolerują swoich mężów, dzieci i obowiązków domowych, wyżywają się w różnego rodzaju działaniach czy pseudo działaniach społecznych. Zakonnicy i zakonnice, próbujący małpować styl życia i postawy ludzi świeckich, a czasem wychodzący ze wspólnot i nie umiejący odnaleźć się w świecie. Rozminięcie się z powołaniem w jakiś sposób mści się, bo jakkolwiek odmowa pójścia za Chrystusem nie jest grzechem, to jednak pozbawia człowieka tych łask, które były przygotowane na wyznaczonej przez Niego drodze. Ewangeliczny młodzieniec odszedł smutny i smutny pozostanie zapewne przez całe życie.
Zaproszeni na ucztę, lecz wymawiający się, nie skosztują jej. Gospodarz znajdzie mniej godnych, ułomnych i chromych, z którymi będzie ucztował. Zaproszeni pozostaną z tym, co przenieśli ponad zaproszenie, a to nie przyniesie im trwałej radości, bo, jak mówi św. Augustyn „niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”, nie zrealizuje Jego planów.
Jakie są przyczyny rozmijania się wielu ludzi z powołaniem (o niektórych już była mowa)? Cecylia Plater Zyberkówna pisze: „Jedni – na wzór Piłata – pytają Chrystusa, a zapytawszy odchodzą nie czekając na odpowiedź, inni lękają się pójścia za Nim, bo mają majętności wiele, wiele uzdolnień, swoich planów, zdążyli się przyzwyczaić do swojego stylu bycia, do środowiska, bliskich”. Jeszcze inni nie zastanawiają się nad najważniejszymi zagadnieniami życia, dają się nieść na jego fali zdając się na los szczęścia, na sugestie rodziny, środowiska pracy, podejmują decyzje lekkomyślnie bez przewidywania konsekwencji.
Niektórzy mają błędny pogląd na powołanie. „Wiele osób pozostaje w mylnym przekonaniu, jakoby pójście za powołaniem nic natury nie kosztowało, owszem miało tylko wzbudzać błogość i zachwyt, gdy zaś na myśl o poświęceniu się Bogu, czy małżeństwie odczuwa się pewien żal tego, co się opuszcza, a pewien lęk względem tego, co się obiera, uważa się to za dowód oczywisty braku powołania do danego sposobu życia” – jak pisze Cecylia Plater Zyberkówna.
Źródłem takich postaw jest z jednej strony płytka religijność, nieumiejętność zawierzenia Bogu (o czym była już mowa), a z drugiej - niedojrzałość osobowościowa, która jest rysem charakterystycznym współczesnych ludzi. Pod wpływem kultury masowej, zacierającej granice wieku, a z młodości czyniącej najwyższą wartość, rezygnują oni z rozwoju. Są więc jak dzieci – nie mają wypracowanej hierarchii wartości, w działaniu kierują się odruchami, nawykami i wąsko pojętym utylitaryzmem, nastawiają się na zaspokojenie własnych potrzeb, odrzucają wszelkie ograniczenia, a przy tym są ciekawi, spragnieni rozrywki, wrażeń, ruchliwi, goniący za karierą i pieniędzmi, i nie zauważają upływu czasu. W pewnym momencie rodzi się u nich bolesny niepokój, że takie życie nie ma sensu, a na inne za późno, że zgubiło się to, co najważniejsze – własne powołanie. Świadomość tego, brak gruntu pod nogami, pociąga negatywne konsekwencje, omówione wcześniej.
Co należy czynić, by młodzi mogli we właściwym czasie zdecydować się na wybór własnej drogi, by uniknęli pomyłek lub odmowy pójścia za Chrystusem. Tu potrzebna jest im pomoc rodziców, mądrych wychowawców, katechetów, którzy wprowadzą ich na drogę rozwoju, wskażą właściwy kierunek: od egocentryzmu do alterocentryzmu, od wartościowania subiektywnego do obiektywnego, od nastawienia na zaspakajanie własnych potrzeb do dostrzegania potrzeb innych, od działania opłacalnego do bezinteresownego, od traktowania wolności jako samowoli do wolności jako szansy wyboru dobra. Taka pomoc pozwoli młodym odkryć wartość życia i obudzić odpowiedzialność za nie. Za tym powinna iść modlitwa o umiejętność zawierzenia Bogu, o gotowość pełnienia Jego woli, o światło i siłę do dokonania wyboru. Bóg nie odmówi łaski rozeznania drogi życia tym, którzy Go o to proszą.
Cecylia Plater Zyberkówna pisze: „Boski siewca rzuca w duszę garść zamiłowań, uzdolnień, wewnętrzny pociąg do pewnego rodzaju życia, pewnej pracy, okoliczności zaś dają wzrost temu zasiewowi, a tymi okolicznościami często są: wyjątkowe spotkania z określonymi ludźmi, nagle nieszczęścia czy niepowodzenia, bądź pociechy, jakimi Bóg nas obdarowuje, odbyte rekolekcje, książki”.
„Wierność łasce przyspiesza wzrost nasienia Bożego. Chodzi o to” – pisze dalej – „by to nasionko, to światło stało się dla nas tym, czym był niegdyś słup ognisty dla pielgrzymujących do ziemi obiecanej, żeby ten promień skupiał w sobie wszystkie promienie prac, zamiarów, zamysłów, starań i zabiegów naszych, chodzi o to, aby te wszystkie promienie koncentrowały się w tej myśli jednej: Bóg tego chce, świadomie wchodzę na tę drogę i gotowa jestem ponieść wszystkie konsekwencje, jakie wiążą się z tym wyborem”. Taka postawa nie wyklucza chwilowych lęków przed ofiarą i wątpliwości – czy podołam. Głos Boży okaże się silniejszy.
Sprawa odczytania i przyjęcia powołania staje się sprawą szczególnie ważną dla tych, którzy zdecydowali się być nauczycielami i wychowawcami. Nie można być dobrym nauczycielem, jeśli nie jest się człowiekiem spełnionym, pogodzonym z sobą, spokojnym wewnętrznie, radosnym, otwartym na świat i ludzi. Nie można nikogo wychować będąc samemu niedojrzałym, infantylnym, śmiesznym, pełnym urazów. Celem wychowania – pisze Plater Zyberkówna – jest „doprowadzić dziecko, aby się rozwinęło w kierunku myśli Bożej i aby osiągnęło swe przeznaczenie, bowiem dziecko to ziarno, w które Bóg włożył myśl swoją. Tę to myśl Bożą wychowanie powinno doprowadzić do rozkwitu”.
Opracowano na podstawie:
Plater-Zyberkówna C., O trzech drogach życia, czyli o powołaniu, druk „Gazety Rolniczej”, Warszawa 1903.
Sujak E., Kontakt psychiczny w małżeństwie i rodzinie. Katowice 1971.
Sujak E., Rozważania o ludzkim rozwoju, Kraków 1975.
Sujak E., Sprawy ludzkie, Kraków 1972.
Sujak E., Życie jako zadanie, Warszawa 1997.


